pixabay.com

Męska płodność. Plemnik zdetronizowany!

Męska płodność to temat rzeka. I niepłodność…

Niestety obserwujemy w dzisiejszym świecie coraz większe problemy zdrowotne ludzi, coraz więcej z nas dotyka problem trudności w poczęciu dziecka.

To, co kiedyś było ewenementem, teraz staje się normą.

Z czego to wynika?

Przez jakiś czas „winą” (tak, to złe sowo, jednak w świadomości ludzi tak to wyglądało) za brak ciąży obarczano kobietę. To panie musiały radzić sobie ze społecznym ostracyzmem, badać, leczyć. Presja bycia płodną i przekazującą życie – to był wyznacznik kobiecości. I niestety, według niektórych pań nadal jest… Ale to temat na zupełnie inny wpis.

W zasadzie to nadal my, kobiety, czujemy się bardziej odpowiedzialne za to, czy zachodzimy w ciąże czy nie. Jeśli mimo starań nie pojawia się dziecko, to my zaczynamy diagnostykę. No bo przecież męska płodność to oczywistość! Czyż nie 😉

Czasy się zmieniają

Na szczęście coraz głośniej, częściej i odważniej mówi się o tym, że męska płodność to nie taka oczywistość. Rośnie wśród kobiet świadomość tego, że nie tylko one w związku są odpowiedzialne za starania. W momencie stwierdzenia trudności z poczęciem dziecka nie biorą odpowiedzialności za siebie i swój organizm. Coraz więcej pań zaczyna wtedy rozmowy ze swoimi mężczyznami o konieczności zdiagnozowania ich płodności.

Męska płodność już nie jest nie do ruszenia

„Ja niepłodny? Że niby ze mną jest coś nie tak? Godzisz w poczucie mojej męskości! Chcesz mieć dziecko, to sama się lecz” – podejrzewam, że wiele takich tekstów usłyszała niejedna z kobiet, która miała odwagę poruszyć temat konieczności zbadania nasienia.

To przykre, mam jednak poczucie, że taka postawa panów odchodzi do lamusa.

Męska płodność już nie jest nie do ruszenia!

pixabay.com

To dzięki nam, kobietom!

Nasza determinacja do bycia matką pokonuje granice lęku o reakcję partnera, wstydu, że trzeba poruszyć temat stanu jego plemników, a nawet chronienia go przed intymnymi badaniami. My możemy rozkładać nogi na fotelu ginekologicznym dla dobra sprawy. Ale żeby on musiał pokazać jądra obcemu lekarzowi? Wiele pań odwlekała moment rozmowy z powodu lawiny nieprzyjemnych uczuć i zachowań jakie się z tym wiązały. I to w obojgu…

Dochodziło jednak do punktu krytycznego: pragnienie zajścia w ciążę pokonało obawy!

I zaczynały się rozmowy.

Podejrzewam, że w niektórych związkach mężczyzna bez problemu podchodził do tematu, brał odpowiedzialność za siebie, swoje zdrowie i wspólne plany rodzicielskie i mimo niechęci – szedł się badać.

W niektórych kobieta musiała wykazać się dyplomacją i determinacją, ale w końcu osiągała cel.

Jeśli facet jest uparciuchem i za nic w świecie nie chce iść do lekarza – hmm… według mnie pora zamienić faceta na mężczyznę, choć wiem, że to nie takie proste. Relacje w związku to zawsze bardzo indywidualna sprawa, dlatego w tak podbramkowych sytuacjach, jak opór przed badaniami warto, żeby przynajmniej kobieta zasięgnęła rady psychologa i poszukała wsparcia i wiedzy, jak dalej ma postępować.

Plemnik zdetronizowany

Niestety płodność jest coraz słabsza. I jak już wiemy, nie jest to „winą” tylko kobiet.

Męska płodność pogarsza się. I to lawinowo.

Kiedyś prawidłowy zakres plemników to było 60-120 milionów/ml nasienia (lata 60 XX wieku).

Teraz bywają sytuacje, że do tej „świetności” wystarczy już zaledwie 15 milionów!

Obniżenie płodności mężczyzn, to fakt. Tym ważniejsze są badania diagnostyczne także partnera, jeśli RAZEM staracie się o dziecko.

 

Skąd się biorą złe wyniki?

Pewnie nikogo nie zaskoczę: z zanieczyszczonego środowiska, z coraz powszechniej używanych chemikaliów w praktycznie każdej dziedzinie życia. Dodajmy do tego używki w postaci alkoholu, narkotyków, papierosów… Dodajmy stres, który nie jest niczym nowym we współczesnym świecie, ale coraz gorzej z nim sobie radzimy. Tak, mężczyźni też! Coraz późniejsze decydowanie się na rodzicielstwo…

To ma wpływ na nasze organizmy.

Na szczęście coraz więcej mówi się o zdrowym stylu życia, coraz częściej i chętniej sięgamy po tak zwaną „zdrową żywność” i to jest dobre.

Uprawianie sportu również ma wiele zalet – podnosi odporność organizmu i redukuje stres i napięcia. Przy okazji wyzwala endorfiny, dzięki którym na naszych twarzach pojawia się uśmiech. A ten sprzyja płodności 🙂 Zakładam, że męskiej też 🙂

pixabay.com

Czy mężczyzna niepłodny to mężczyzna chory?

Światowa Organizacja Zdrowia uznała niepłodność za chorobę społeczną.

15-20% starających się o dziecko par ma problem z zajściem w ciążę.

Kobiety chodzą do ginekologa w większości przypadków regularnie. Ginekologów jest dużo. Kobiety biorą czynny udział w dyskusjach na temat in vitro, walczą o prawo do refundacji tego drogiego leczenia. Dla niepłodnego mężczyzny in vitro to często jedyna opcja na ojcostwo. Ale przynajmniej ja jakoś ich głosu w dyskusjach nie słyszałam…

W kontekście niepłodności często słyszymy o potrzebie macierzyństwa u kobiet.

Ale, ale – a co z potrzebą ojcostwa? Czyż ta jest mniej ważna? Czy może panowie muszą sami dojrzeć do walki o swoje prawa reprodukcyjne?

Wspomniałam, że mamy wielu ginekologów – i bardzo dobrze! Czy dla mężczyzn mamy wystarczająco duże zaplecze lekarzy urologów i andrologów? No i czy panowie chcą się leczyć?

Męska płodność jest ważna dla mężczyzn, dla kobiet i dla przyszłych pokoleń!

Dlatego warto o nią zadbać! Nie delegować do leczenia kobiety, ale jeśli chcecie usłyszeć słowo „tato” – iść na badania. Podjąć wyzwanie jakim jest leczenie. Pokonać siebie i zawalczyć o potomstwo. Mężczyźni lubią wyzwania! Diagnostyka, profilaktyka i leczenie to takie wyzwanie. Męska sprawa po prostu!