zapytam coacha płodności

Zapytam Coacha Płodności – Czy psychika faktycznie tyle robi?

Witam Pani Moniko!

Cieszę się bardzo, że mogę się Pani „wyżalić”. Napiszę od początku moją historię.
W pierwszą ciążę zaszłam od razu jak zapragnęliśmy dzidziusia. Po 2,5 roku zapragnęłam drugiego dziecka. Mąż na początku nie bardzo chciał ze względu na swoją pracę i na to że opieka nad dwójką małych dzieci spadnie tylko i wyłącznie na mnie. Ale po pewnym czasie zgodził się i wzięliśmy się do pracy. Niestety nie wychodziło.

Ja w mężu widziałam niestety tylko materiał genetyczny dzieki któremu spełni się moje marzenie o drugim dziecku. Robiłam w miesiącu niezliczoną ilość testów ciążowych i zawsze było to samo – jedna kreska i @ zawsze o czasie. W końcu poszłam do ginekologa, gdyż uważałam, że musi być jakiś problem . Lekarz powiedział, że jeśli w ciągu pół roku nie zajdę w ciąże to mam wrócić i zaczniemy badania. Wróciłam do domu pełna nadziei, że za pół roku podejmę leczenie i się uda . I stał się cud bo w kolejnym cyklu zaszłam w ciążę! Urodziłam zdrowego drugiego syna. Moje chłopaki mają 13 i 9 lat.


Zawsze chciałam mieć trójkę dzieci ale mój mąż stwierdził że dwójka mu starczy, więc marzenia o trójce dzieci (a tym bardziej o córeczce) zakopałam głęboko w moim sercu.

Zaczęliśmy stosować kalendarzyk małżeński i jednak zaszłam w ciążę tak, jak chciałam… Strasznie bałam się powiedzieć mężowi . Na początku nie był za bardzo zadowolony, ale po godzinie jak do niego to doszło skakał ze szczęścia. Mąż oszalał… Zaczął planować pokój dla dziecka, wybierać imię itd. Niestety po tygodniu zaczęłam plamić… Pogotowie… beta hcg i diagnoza że zaczęłam ronić. Poroniłam… to najgorszy dzień w moim życiu . Nie chciało mi się żyć – wszystko dla mnie straciło sens. Płakałam i płakałam i zastanawiałam się dlaczego to życie jest takie niesprawiedliwe, że kobiety które nie chcą dziecka zachodzą w ciąże a ja bym dbała o siebie, zniosłabym wszystko, żeby tylko mieć kruszynkę przy sobie… Mój mąż jeszcze na pogotowiu powiedział, że tak musiało być, ale jak tylko lekarz pozwoli zaczniemy starania.

Od początku roku się staramy i nic. Porobiliśmy wszystkie badania i ja i mąż. Ja mam idealne cykle, owulacje. Mimo wszystko brałam clo i duphaston 5 cykli a receptę miałam na 6. Mierzyłam temperaturę, robiłam testy owulacyjne. Ciągle to samo – @ zawsze przychodziła.


Po ostatniej coś we mnie pękło i stwierdziłam że co ma być to będzie. Wykasowałam wszystkie aplikacje z telefonu, wyrzuciłam testy owulacyjne, schowałam termometr i czekam na cud.

Seks jest tylko dla przyjemności.

Cały miesiąc jakoś się trzymałam, ale teraz jak zbliża się okres i nie mogę przestać myśleć że znowu przyjdzie… Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Zastanawiam się czy faktycznie psychika tyle robi? A może to mój wiek – w październiku skończę 37 lat?
Proszę pomóc mi jak mogę sobie z tym poradzić, jak myśleć żeby nie zwariować…
Dziękuję bardzo.

Pozdrawiam

Moja odpowiedź:

Bardzo dziękuję za list i tak obszerny opis sytuacji!

Z tego, co Pani pisze, to myślę, że problemów z płodnością w Waszym związku nie ma. To dobra wiadomość! Brak endometriozy, pcos, szalejące hormony i tym podobne atrakcje Was nie dotyczą.

Istnieje coś takiego, jak niepłodność idiopatyczna, czyli niewiadomego pochodzenia. Organizm „działa” ok, medycznych przeciwwskazań do zajścia w ciążę nie ma, ale upragnionej ciąży też… Wiek może mieć znaczenie, ale 37 lat to jeszcze nie koniec świata. Płodność spada po 35 roku życia, czyli u Pani zaledwie 2 lata temu, a znam 42 latki które zachodzą w ciążę naturlanie. Myślę, że spokojnie może Pani założyć, że jeszcze 6 lat płodności przed Panią!

Doskonale rozumiem Pani potrzebę posiadania trzeciego dziecka. I wiem, że to, że ma już Pani dwoje wcale nie umniejsza pragnienia kolejnej ciąży.

Przeżyłam poronienie, nawet dwa. Rozmawiałam też z wieloma kobietami, które tego doświadczyły. To strata, którą trzeba emocjonalnie przeżyć, wypłakać i pogodzić się z losem. To daje siłę, żeby iść dalej. Jest blizna, ale nie ma bolącej rany.

Poronienia się zdarzają. Musimy zaufać naturze, że tak było lepiej. Wypłakać emocje, a potem dalej żyć. Strata, z którą się pogodzimy powoduje, że choć smutek zawsze jest w jakimś kawałku serca, to jednak nie ma bólu. Jest blizna, znak po stracie, ta blizna powoduje, że jesteśmy jeszcze silniejsze niż przedtem! Mi takie myślenie pomogło przetrwać trudny czas. I uświadomiło, że jeśli będę koncentrować się na poronieniu i lękiem przed powtórką, to mogę zablokować się psychicznie przed kolejną ciążą. Piszę o tym, ponieważ być może tak jest w Pani przypadku. Świadomie jak najbardziej chce Pani dziecka, ale podświadomie być może czai się lęk przed niepowodzeniem? Musi się Pani nad tym zastanowić. Zapytać samą siebie. I być może stwierdzi Pani, że poronienie nie ma wpływu na dalsze starania, nie ma w Pani lęku przed porażką.

Za to jest po prostu ogromne pragnienie bycia w ciąży! Za wszelką cenę! Bo tak! – cóż, takie skupienie całej uwagi, koncentracja tylko na realizacji planu „ciąża” może zablokować płodność. Jest w Pani bunt, bo do tej pory udawało się!

Z tego co pisała Pani o „procesie” zajścia w drugą ciążę wynika, że ma Pani tendencję do czegoś, co bym nazwała „zafiksowaniem na ciąży” – i to zafiksowanie łatwo odpuściło, kiedy Pani odpuściła. Co nie znaczy, że zaniechała starań – miała być tylko przerwa. A ponieważ odpuściło towarzyszące Pani napięcie i przymus zajścia w ciążę – ta się pojawiła prawie sama 🙂

Cieszę się, że tak, jak Pani napisała – coś w Pani pękło i powyrzucała Pani i pousuwała aplikacje i inne „wspomagacze płodności”! Akurat w Pani przypadku to bardzo dobry ruch!

Mam tylko nieśmiałą obawę, że tym razem to nie wystarczy do odpuszczenia i cudu… Zwłaszcza, że sama Pani wspomniała, że przed zbliżającą się miesiączką nie może Pani przestać myśleć, czy przyjdzie…

Proponowałabym wymyśleć sobie coś, na czym musiałaby się Pani bardzo skupić. Nowe zajęcie, hobby, czas z dziećmi, które już są. Tak, żeby mieć naprawdę mało czasu na myślenie o ciąży. I nauczyć się skupiać na codziennym tu i teraz.

Proponuję praktykować uważność w tu i teraz.

Kiedy tylko zauważy Pani, „przyłapie się” Pani na myśleniu o ciąży, proszę stanąć, trzy razy głęboko odetchnąć i zacząć wymieniać rzeczy, które są wokół, zauważać kolory, zapachy, ludzi, kolor nieba, zapach powietrza, to, czy jest głośno czy cicho, czy to przeszkadza czy cieszy…

Proszę też zacząć wymieniać rzeczy, które Pani ma: zdrowie, rodzinę, dach nad głową, co Panią w życiu cieszy, za co jest wdzięczna…

To ćwiczenie odwraca natrętne myśli, uczy docenienia tego, co w życiu się ma, co jest wokół…. Mi bardzo pomaga. Polecam je praktykować z całym przekonaniem!

A przy okazji czekać na cud!

Zapraszam do zapisania się na newsletter, tam co tydzień dawka wiedzy i informacji jak radzić sobie z niepłodnością!

Zachęcam również do zakupu książki. Tam znajdzie Pani różne ćwiczenia i wizualizacje, które pomogą czekać, ale się nie „zafiksować” w czekaniu 🙂

Pozdrawiam ciepło!

Monika Szadkowska