O książce Małgorzaty Rozenek-Majdan „In vitro. Rozmowy intymne”.

O książce Małgorzaty Rozenek-Majdan „In vitro. Rozmowy intymne”. Niepłodność jest wśród nas.

Niepłodność jest wśród nas. I dla bardzo wielu par nie na innej drogi do rodzicielstwa niż in vitro.

Trzeba o tym często i głośno rozmawiać.

Dlatego przeczytałam książkę Małgorzaty Rozenek-Majdan „In vitro. Rozmowy intymne”.

Chciałabym podzielić się z Wami refleksjami.

In vitro odziera z intymności najcudowniejszy akt – przekazanie życia.

Mimo to, pary które pragną mieć dziecko, idą „na całość” – przechodzą przez bolesną procedurę, która odziera ich z intymności, romantyzmu i pieniędzy.

I nie daje stuprocentowej szansy na rodzicielstwo.

Mimo to ryzykują.

Dlaczego?

Bo pragną mieć dziecko, doświadczyć cudu przekazania życia, przebiegu ciąży, porodu.

Bo pragną podziwiać rozwój swojego dziecka, przekazać wartości, pokazać mu, jaki mimo pewnych niedoskonałości, mamy piękny świat.

To bardzo silna potrzeba wpisana dzieje ludzkości – moc przekazania życia i posiadania dziecka.

Kiedy okazuje się, że nie ma innej drogi, niż ta, którą proponuje współczesna medycyna, wiele kobiet staje przed ścianą.

Czasem z powodów religijnych przekonań, czasem finansowych.

Ale jeśli tylko znajdą możliwość i dadzą sobie zgodę – podejmują rękawicę w walce z losem i zgłaszają się do kliniki leczenia niepłodności. Podchodzą do procedury in vitro. A 20% szans na sukces jawi im się jak 99%.

Siła wiary i nadziei jest ogromna!

Są z nimi ich mężczyźni, dla których cud przekazania genów i realizacja marzeń o wspólnych grach z własnym dzieckiem jest bardzo ważna. Wspierają kobiety i znajdują w sobie siłę, żeby znieść odarcie się z intymności, przez którą przechodzą.

Wszystko to jednak przestaje mieć znaczenie, kiedy pojawia się ciąża.

Świadomość, że pod sercem bije drugie serce, leczy ból niepłodności i goi rany.

Czasem los ma dla par inny scenariusz. Czasem w tej niepłodności można się nieźle zaplątać: w relacjach, wzajemnych oczekiwaniach, potrzebach, długach, bezsilności i determinacji do bycia matką tak mocnej, że przekreśla wszystko inne wokół.

Niepłodność boli, ogranicza, wyzwala w nas, niepłodnych i płodnych różne emocje i zachowania. Dobre i złe. Wspierające i oceniające. Mądre i bezrefleksyjne.

Tak czy siak, niepłodność jest wśród nas i musimy się z nią zmierzyć.

O czym jest książka Małgorzaty Rozenek-Majdan „In vitro. Rozmowy intymne”?

Nie lubię oglądać filmów ani czytać książek o niepłodności.

Mam swoją historię, która choć zakończona szczęśliwie, zostawiła we mnie trwały ślad.

Rozmawiam w ramach coachingu płodności z kobietami, które chcą mieć dziecko, ale wtedy jesteśmy w procesie dokonywania zmian w sposobie postrzegania tego czasu w życiu przez kobietę. Nie mam wtedy poczucia bezsilności, tylko wiem, że realnie pomagam.

Dlaczego więc sięgnęłam po książkę pani Małgosi?

Chyba skusił mnie podtytuł „Rozmowy intymne” i fakt, że książka była niejako preludium do powstania Fundacji Małgorzaty Rozenek-Majdan, a działania pomocowo – wspierające dla kobiet i mężczyzn, którzy chcą mieć dziecko, są bliskie mojemu sercu.

To ważne, żeby z niepłodności i z procedury in vitro zdjąć maskę niewidzialności, tajemniczości. Wciąż za mało jest konkretów w przestrzeni publicznej, a za dużo ideologicznych obaw.

Ważne, żeby mówić szczerze i odważnie o swoich doświadczeniach, przekonaniach, problemach. Tylko wtedy niepłodność i in vitro przestaną być tematem tabu, kiedy my, osoby, które doświadczyły niepłodności, zaczniemy o tym mówić.

Odczarować in vitro, dostarczyć merytorycznej wiedzy medycznej, przekonać kobiety do szukania wsparcia i mówienia o niepłodności i emocjach z nią związanych – tak odczytałam główne przesłanie książki.

fotolia

Historie opowiadane przez bohaterów są bardzo osobiste, intymne. Z drugiej strony, są tak bardzo typowe dla stanu niepłodności.

Czytając, co chwila kiwałam głową, wspominając własne odczucia i doświadczenia. Albo przypominając sobie, o czym pracowałam z kobietami na sesjach coachingu płodności.

Huśtawki emocji, niezrozumienie najbliższych, brak wsparcia, brak własnych sił do życia, problemy z pracą, pogodzenie zadań zawodowych z wizytami w klinice. Bezsilność mężczyzny, kiedy choćby chciał, już nie umie, nie wie, jak ma pomóc swojej kobiecie. Koncentracja życia tylko wokół starań…

To zaczyna być jak kołowrotek.

Strach go zatrzymać, no bo jak to – czy to znaczy, że rezygnuję z marzeń o dziecku?

Strach w nim zostać, bo czasem sytuacja emocjonalna bliska jest obłędu.

Czasem ktoś z dwojga jednak rezygnuje, a dla drugiej strony jest to jak zdrada wspólnego celu.

Czasem kogoś kochasz, ale… niepłodność zaczyna was rozdzielać.

Rozmowy, które przeprowadza Małgorzata Rozenek-Majdan w swojej książce „In vitro. Rozmowy intymne” opisują historie różnych ludzi z różną historią osobistą, z różnym podejściem religijnym.

I to bardzo dobry pomysł, żeby zobaczyć, że mimo wspólnych elementów, emocji, zachowań, działań, ta niepłodność i drogi do in vitro są tak różne…

Rozmowy o in vitro dotyczą większości aspektów starań o ciążę, w książce jak w soczewce skupiają się historie ludzi.

Jest Maciek i Teresa, którzy z niemałymi emocjami rozpoczęli procedurę. Z decyzją o rodzicielstwie nie czekali długo, ale poznali się dość późno. Wcześniej każde z nich zajęte było swoją karierą. No i się nie znali. Teraz szansą na bycie rodziną jest leczenie w klinice.

Podoba mi się ich podejście. Zmienili tryb życia, sposób odżywiania na taki, który sprzyja płodności, będzie wsparciem podczas procedury i ciąży, na którą mocno liczą. Teresa mówi: „Jestem gotowa, aby w moim ciele zamieszkał lokator. Posprzątałam je, teraz czekam na najważniejszego gościa”. Takie podejście wpajam na coachingu płodności. Ciało można przygotować na ciążę, można o nie zadbać, dostarczyć mu tego ze składników odżywczych, co naprawdę odżywia. Ważna jest też siła pozytywnego myślenia i wiara w sukces. Kompozycja tych elementów naprawdę wspiera płodność i nawet przy procedurze in vitro można zadbać o to, żeby ciało, umysł i dusza sprzyjały przyjęciu i zagnieżdżeniu zarodka.

Jest Paweł, który ma już dorosłego syna, ma też żonę, która chce mieć dziecko – chce tak bardzo, że tylko to się liczy, popada we frustrację, ale nie chce nic z tym zrobić. Paweł nie ma już siły walczyć ani o dziecko, ani z żoną. Pojawia się pytanie, czy o ciążę należy walczyć za wszelką cenę? A może jednak jest gdzieś granica? Czy będąc w związku, nie należy liczyć się z emocjami i potrzebami drugiej połówki? A co, jeśli te potrzeby są nie do pogodzenia…

Niepłodność, która pojawia się w związku, potrafi nieźle namieszać we wzajemnych relacjach, kontaktach z rodziną i przyjaciółmi.

Kiedy okazuje się, że plany na rodzicielstwo nie realizują się zgodnie z założeniami, rodzi się frustracja, złość, strach, gniew…

W dzisiejszych czasach potrzebujemy szybko „załatwić” swoje sprawy. Tracimy umiejętność cierpliwego czekania. To powoduje, że szybko wikłamy się w doświadczanie emocji niepłodności.

Świetnie ujął to w książce psychoterapeuta Michał Pozdał: „ Zapłodnienie staje się nagle najważniejszą rzeczą, jaką [pary] mają do zrobienia. Po drodze gubi się gdzieś żar i entuzjazm, seks już nie jest tak spontaniczny, częsty i satysfakcjonujący. Przestaje chodzić o relacje i wzajemny komfort, na pierwszy plan wysuwa się cel. Po drodze jest tyle niekontrolowanego napięcia, że czasem nim się para obejrzy, związek zaczyna się psuć”.

Ze skupieniem przeczytałam rozmowę z dominikaninem Pawłem Gużyńskim.

To, co podobało mi się w jego wypowiedzi i z czym się zgadzam, to stwierdzenie, że brakuje nam pokory w doświadczaniu życia. Umiejętności pogodzenia się, że pewne zdarzenia są. Uważamy, że mamy prawo, że należą nam się różnorodne prawa. Czy tak faktycznie jest? Czy nasza ludzka natura nie godzi się na porażki?

Rozmowa toczy się głównie wokół stanowiska Kościoła w kwestii in vitro, jednak nie jest okopywaniem się rozmówców po dwóch stronach barykady. Daje pole do przemyśleń naszych zachowań w różnych aspektach życia.

Kolejna historia, małej Hani… Z jednej strony choroba, z drugiej pomyłka przy procedurze in vitro, z trzeciej emocje matki, z czwartej brak wsparcia…

Takie historie nie mają prawa się zdarzyć, a jednak ta się zdarzyła naprawdę. Czasu nie cofniemy, jednak można wyciągnąć lekcję na przyszłość. W medycynie zdarzają się cuda, zdarzają się pomyłki. Mam taką refleksję po przeczytaniu rozmowy z Moniką Malinowską, żebyśmy skupiali się na tym, żeby zdarzały się tylko cuda. Bo nikt, ani mama Hani, ani tata, ani Hania, ani nikt nie zasłużył na tak pogmatwaną i dramatyczną historię. Podziwiam odwagę rozmowy pani Małgorzaty z mamą Hani. Podziwiam panią Monikę, że stawiła czoło tak trudnym emocjom i wyzwaniom codzienności z chorą córką.

Przechodziłam przez różne etapy czekania na dziecko, różne etapy niepłodności. Od lekarki z rejonowej przychodni dowiedziałam się, że z dziećmi są same kłopoty i chyba lepiej ich nie mieć.

Od bliskiej osoby, że pewnie za mało pragnę tego dziecka, skoro ono nie przychodzi.

Musiałam pokonać opór i zacząć mówić o niepłodności choćby po to, żeby rodzina pomogła finansowo.

Przeszłam procedurę in vitro. Nieudaną.

Miałam momenty załamania emocjonalnego.

Ale nigdy nie było dylematu moralnego, etycznego.

Tymczasem w książce „In vitro. Rozmowy intymne” wiele, bardzo wiele miejsca zajmują rozmowy o stygmatyzacji in vitro przez Kościół, polityków i zwykłych ludzi.

Trudne jest do zaakceptowania to, że takie dyskusje społeczne są prowadzone.

Nikt już (chyba) nie dyskutuje i nie potępia rozwodów, przeszczepów, transfuzji czy dzieci spoza małżeńskich związków.

Dlaczego akurat in vitro?

I z jednej strony po to jest ta książka, po to są wypowiedzi mamy Agnieszki, prawdopodobnie pierwszej Polki poczętej dzięki in vitro, doktor Katarzyny Kozioł i pozostałych rozmówców, żeby raz na zawsze zakończyć dywagacje ideologiczne. Przestać się tłumaczyć z własnych decyzji i wyborów.

Wiem, że jeśli ktoś jest związany ze swoimi przekonaniami i wartościami, pozostanie obojętny na obiektywne i medyczne racje i przesłanki.

Tylko dlaczego osoby, które w in vitro widzą szczęście i miłość, mają się z tego tłumaczyć? Dlaczego mają się bać społecznych restrykcji?

Myślę, że miałam jednak farta w mojej niepłodności, że mimo niezrozumienia moich emocji i sytuacji przez otoczenie, nikt nie dorzucał niepokojów „moralnych”.

Dobrze, że „In vitro. Rozmowy intymne” powstały. Przekrój poruszanych kwestii medycznych, etycznych i emocjonalnych pozwoli wielu parom oswoić się z in vitro i z emocjami, których doświadczają.

Myślę, że wiele niepłodnych par czytając książkę, będzie co chwila kiwać głową, odnajdując w sobie opisane zdarzenia, przekonania, emocje.

Dzięki temu odkryją, że nie są z tym sami.

Niepłodność jest wystarczająco trudna.

Nie musi być jeszcze samotna!